Moda na diety

O tym, jak wybrać najlepszą dietę, czy warto podążać za najpopularniejszymi dietami, o motywacji i trudnościach w zdrowym odżywianiu rozmawiam z dietetyczką, autorką książki „Chrzań te diety” – Agnieszką Piskałą.

 

1. Czy ciągłe poszukiwanie najlepszej diety ma sens?

Oczywiście, że tak, o ile słowo dieta jest odpowiednio interpretowane zgodnie ze swoją genealogią. Dieta to inaczej SPOSÓB ŻYCIA, obejmuje nie tylko to, co spożywamy, ale również jaką uprawiamy aktywność fizyczną, jak się relaksujemy, radzimy sobie ze stresem czy odpoczywamy. Niestety w Polsce słowo dieta ma bardzo złe konotacje. Od razu doczepia się do niej przymiotnik „odchudzająca”, a to multiplikuje takie skojarzenia jak: niesmaczna, wyrzeczenia, poczucie głodu, „tylko do…”, asceza, umartwianie. Niestety, jeśli szukamy najlepszej diety dla siebie, to na ogół nie słuchamy naszego organizmu (a on akurat najlepiej nam podpowiada, co mu służy, a co nie), wolimy jednak szukać w Internecie, kolorowej prasie lub kopiować diety, które stosują celebryci. Niestety, takie diety, choć czasem przynoszą efekty gwiazdom, wcale nie są odpowiednie dla nas i mogą w naszym organizmie zrobić duże spustoszenie. Dlatego jeszcze raz potwierdzam, że warto wsłuchać się w swój organizm i/lub skonsultować się z dietetykiem, który postara się „skroić na naszą miarę” idealny sposób odżywiania.

2. Ile dać sobie czasu na zmianę złych nawyków?

Najważniejsze to mieć świadomość, że zmiana nawyków żywieniowych powinna zachodzić metodą ewolucji, a nie… rewolucji. Każde drastyczne zmiany w dotychczasowym sposobie żywienia nie są trwałe, są trudne do wprowadzenia i do zastosowania na stałe. Każda zmiana nawyków żywieniowych powinna zachodzić metodą małych kroków. Najlepiej jest przez kilka dni spisywać co jemy, kiedy jemy, jakie ilości, jakie dodatkowe „około żywieniowe” komentarze możemy napisać np. „jadłem przed telewizorem”, „nie najadłem się”, „po 20 minutach miałem wzdęcia”… Mając „czarno na białym” możemy łatwo namierzyć nasze błędy i zrobić samemu lub z dietetykiem listę kluczowych obszarów do poprawy. Na początek może to być np.: „codziennie będę wypijał litr wody”, „przestanę używać solniczki”, „nie będę jadł 2 godziny przed pójściem spać” … Takie małe kroki niewiele nas kosztują, a już przybliżają nas do coraz lepszego i zdrowszego stylu życia.

3. Jak pracujesz ze swoimi pacjentami, co jest dla Ciebie najistotniejsze podczas wywiadu?

Cieszę się z takiego pytania, bo to pozwala mi pokazać, że dietetyk (mam nadzieję, że nie tylko ja, ale wiele moich kolegów i koleżanek po fachu również 🙂 przeprowadza z pacjentem wywiad. Moja praca nie polega na tym, że ktoś od progu mówi mi: „Chcę schudnąć 10 kg”, wtedy ja naciskam odpowiedni klawisz i… drukuję 7-dniowy jadłospis na 1000kcal. Wiadomo, że jak coś jest dla wszystkich, to jest… dla nikogo. Każdy z nas jest indywidualnością i każdy z nas potrzebuje zupełnie innych wskazówek i zaleceń. Prawidłowo przeprowadzony wywiad dietetyczny obejmuje czasy od współczesnych do… wczesnego dzieciństwa. Kafeteria pytań jest ogromna, ale dopiero mając całe spektrum odpowiedzi, możemy rozsypać je jak puzzle na stole i zabawić się w dr. Housa, by znaleźć nie tyle skutek problemów żywieniowych, co… przyczynę.

4. Co jest najtrudniejsze w pracy z pacjentami?

Motywacja. W mojej książce „Chrzań te diety” opisuję kilka rodzajów pacjentek (pacjentów), którym nigdy nie uda się schudnąć, bo ich motywacja jest praktycznie „zerowa” lub krótkoterminowa. Schudnąć do ślubu (swojego lub córki, żeby wyglądać lepiej niż przyszła teściowa :), po uroczystości już nie obowiązują nas żadne limity, „turyści z Hurghady”, którzy chcą zakupić przed urlopem skąpe bikini, ale jak zobaczą szwedzki stół, to przecież… „lepiej odchorować niżby miało się zmarnować”, nawet ci, którym przez chwilę strach zajrzy w oczy, bo mają wysoki cholesterol, trójglicerydy, cukier… stosują się do moich zaleceń, ale tyko do momentu aż parametry znów wskoczą w bezpieczne widełki.
Dodatkowo wiele osób przychodzi do dietetyka z mega pozytywnym nastawieniem, ale jak dostają wytyczne i zalecenia, to… czują się już mało zdopingowani. Co, ja mam sobie robić kanapkę do pracy? Mam zjeść jabłko? A kto mi je kupi i zapakuje do pracy? A najlepiej to jeszcze obierze ze skórki, wytnie gniazdo nasienne i pokroi w mniejsze cząstki? Kto, no kto? Ja ?????????

5. I jak ich wtedy motywujesz?

W takich sytuacjach bardzo lubię przekazać pacjentowi mądre powiedzenie: „Twój organizm to jedyne miejsce, w którym naprawdę musisz żyć”. To od Ciebie zależy, czy będziesz czuł się dobrze w swoim ciele, czy zadbasz o odpowiednie paliwo, żeby mógł „jechać i służyć Ci dalej”… Czasem trzeba prośbą, czasem” groźbą” – byleby ktoś miał motywację wziąć życie i zdrowie w swoje ręce. Potem już tylko jesteśmy skazani na sukces 

6. Jaka dieta jest teraz najpopularniejsza w Polsce?

Ciągle jakaś dieta jest modna i najczęściej tę złotą koronę nakłada się jakiemuś zwycięzcy na początku roku. Na początku roku mamy jakieś postanowienia (tradycyjnie zdrowe odżywianie jest w czołówce), więc musimy mieć jakąś dietę, której się uchwycimy jak rzep psiego ogona. Na dzień dzisiejszy mamy mały tłok, ponieważ nadal bardzo popularna jest dieta bezglutenowa, dieta dr Dąbrowskiej, ale również te niecelebryckie i bardziej racjonalne np. dieta paleo czy fleksitarianizm.

7. Skąd się biorą mody na nowe diety?

Głównymi propagatorami diet nie są paradoksalnie ich twórcy, ale znane osoby z pierwszych stron gazet, które te diety stosują. Obecnie mamy wielki bum na dietę dr Dąbrowskiej, która istnieje już od kilku lat. Niestety takie diety mają często również swój medialny pogrzeb.  Zawsze powtarzam, że w odchudzaniu najłatwiejsze jest… odchudzanie, a najtrudniejsze – wychodzenie z diety. Kiedy jesteśmy na diecie wszystkie nakazy i zakazy są dla nas łatwe do zastosowania. Wizja idealnej sylwetki, zazdrość w oczach koleżanki, niedowierzanie „byłego” są dla nas często tak silnym motywatorem, że jesteśmy w stanie wszystko zaakceptować. Po osiągnieciu wymarzonego celu bezrefleksyjnie wracamy do starych nawyków żywieniowych i o efekt jojo nietrudno 🙁 dlatego chcąc zdrowo (a w tym również trwale) schudnąć musimy właśnie pamiętać, że dieta, to nie jest coś na chwilę, na kilka tygodni, to ma być nasza filozofia na całe życie.

8. Dlaczego tak trudno jest nam zacząć zdrowo się odżywiać?

Bo trudno nam się rozstać z dotychczasowymi nawykami żywieniowymi. Pamiętajmy, że pracujemy na nie czasem kilkanaście lub kilkadziesiąt lat! Są częścią nas, dlatego tak trudno nam się z nimi rozstać. Z jednej strony nasze nawyki żywieniowe to wypracowane w dzieciństwie zachowania, których uczyli nas rodzice, z drugiej strony nabyte poprzez tryb pracy (np. praca zmianowa), życie osobiste (np. dopiero o 16:00 wszyscy domownicy mają możliwość spotkać się razem przy rodzinnym stole), ale często też nasze nawyki żywieniowe mają silne połączenie ze strefą emocjonalną. Pracując nie tylko jako dietetyk, ale również „diet coach” coraz częściej muszę robić większy porządek nie w brzuchach moich pacjentów, ale… w ich głowach. Wciąż nagradzamy się słodyczami za nasze życiowe sukcesy, odreagowujemy komplusywnym objadaniem zawodowe niepowodzenia i porażki, zajadamy stres… Najważniejsze to zrozumieć pewne sytuacje, znaleźć dla nich alternatywne rozwiązania, a to niestety wymaga tylko i wyłącznie naszej pracy, naszego zmiany sposobu myślenia, że za kłótnię z szefem nie musimy zjadać wielkiego batona, tylko możemy przejść się na dłuższy spacer. Ale to wymaga naszej determinacji i przepracowania bilansu zysków i strat w naszej głowie, a to jest najtrudniejsze. Jeśli już przeskoczymy ten mur, to już będzie zdecydowanie łatwiej i przyjemniej, a przede wszystkim… trwale.